Angielski bitter

Swój pierwszy sezon piwowarski zakończyłem w lutym zeszłego roku. Potem przyszło przeczekać letnie upały i ciepłą jesień aby zainaugurować kolejny. Okazja do przygotowania kolejnej warki przyszła w połowie grudnia.

Wraz ze ,,współudziałowcami" mojego domowego browarku uradziliśmy, że tym razem powstanie bitter. Czyli piwo górnej fermentacji, które z założenia powinno być niezbyt mocno słodowe, o złotawym do brązowego kolorze, raczej lekkie, średnio nagazowane z wyraźną chmielową goryczką. Poszliśmy na łatwiznę i jako surowiec posłużyła duża pucha Vicotrian Bittera dostępna we w miarę atrakcyjnej cenie w browamatorze.

Trzykilogramowa puszka przeznaczona jest na ok. 22 litry piwa i mniej więcej tyle brzeczki znajdowało się w fermentatorze przy jego zamykaniu. Brzeczka miała stosunkowo niewielką gęstość, bo równe 10° Bailinga. Fermentacja wystartowała w ciągu jednej nocy i dosyć intensywnie przebiegała przez trzy dni. Po tym czasie bardzo wyraźnie zwolniła i młode piwo w tym momencie miało już gęstość równą około 2°. Gęstość od tego momentu praktycznie nie uległa zmianie i wynosiła tyle samo w momencie butelkowania co nastąpiło równo 13-go dnia od rozpoczęcia fermentacji.

Pierwsza, wstępna degustacja odbyła się w sylwestrowy wieczór i pozwoliła stwierdzić, że najprawdopodobniej piwowarskie wysiłki zostały nagrodzone udanym piwem. W chwili degustacji było wyraźnie goryczkowe, o ładnym dosyć ciemnym miedzianym kolorze. W tej chwili piwo spokojnie dojrzewa i czeka na pełną ocenę :-)

Rok z życia domowego browaru

Zaczęło się parę lat temu od fascynacji piwami belgijskimi. Potem przyszła ochota na wypicie dobrego piwa w Polsce, bez konieczności przywożenia zapasów z zagranicy lub polowania na pojedyncze butelki w różnych sklepach. Kolejnym krokiem było czytanie niemal wszystkiego co mi się nawinęło o domowym warzeniu piwa — jak i z czego można w domu zrobić dobre piwo. Po tym wszystkim pod koniec 2005 roku kupiłem podstawowy sprzęt i wkrótce po tym nawarzyłem sobie piwa. Efekty pierwszej zabawy w piwowara były na tyle zachęcające, że wkrótce potem powstały dwie kolejne warki – tym razem stout i belgijskie “biere blanche” lub “witbier” czyli klon Hoegaardena.

Efektem były piwa o smaku zdecydowanie ciekawszym niż smak przeciętnego “sklepowego” piwa — treściwe, wyraźne, aromatyczne, zmieniające się z wiekiem, dojrzewające w butelkach. Lager swoja szczytową formę osiągnął wiosną czyli około pół roku po uwarzeniu – później na skutek letnich upałów zyskał charakter bardziej zbliżony do piwa górnej fermentacji. Zrobił się słodszy, pojawiły się lekko owocowe nuty w jego smaku. Piwo pszeniczne najbardziej smakowało w letnie upały, teraz jest jakby nieco cięższe niż na początku. Chyba największą zmianę przeszedł stout – z początkowo lekko słodkawego jest teraz wyraźnie gorzki, wytrawny — drożdże miały wystarczająco wiele czasu aby przetrawić złożone cukry dostarczone w bursztynowym słodzie—stracił z charakteru portera, zbliżył się do prawdziwego stouta. Dodatki użyte przy butelkowaniu sprawdziły się w różnym stopniu. Laktoza dodaje specyficzną ,,gładkość” i nieco łagodzi smak. Kawa daje bardzo przyjemny akcent kawowy, miód zapewnił pyszne piwo, które niestety sprawiało duże kłopoty w trakcie dojrzewania i otwierania — miało tendencję do ,,wybuchania”. Podobnie kakao, rodzynki i imbir — przy otwieraniu butelki pojawiała się zwykle piwna fontanna.

Po roku warzenia wiem, że jeśli nadal będę miał możliwość to będę kontynuował domową produkcję piwa. Zyskałem dwóch ,,współudziałowców” partycypujących w kosztach produkcji i wysiłkach degustacyjnych. Najbliższe warki mam zaplanowane z gotowych brew-kitów, kolejne najprawdopodobniej będą komponowane z nieco mniej przetworzonych półproduktów. W dalszej przyszłości być może uda się przejść na warzenie z zacieraniem.

Reaktywacja?

Niemal cztery miesiące minęły od czasu gdy pisałem coś, co trafiało na sieć. To chyba najwyższa pora zdecydować się czy przyszedł czas na usunięcie tego co pisywałem, czy może jednak istnieją szanse na dalsze pisanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;-)